Świadectwo Uli Jeromin

Nie napisałam świadectwa, jak się można było spodziewać, o niesamowitym cudzie uzdrowienia z białaczki. Ale Pan uzdrowił spojrzenie mojego serca i teraz potrafię dziękować za każdy, najmniejszy szczegół mojego życia. To, że mogę usiąść, mogę wstać i iść, bo to też często jest niewykonalne.


Czy widziałeś dzisiaj miłość? Naprawdę można ją zauważyć! Tylko się trzeba dokładnie przyjrzeć. Jestem chora na białaczkę limfoblastyczną. To dopiero początek choroby i leczenia, więc można by pomyśleć „Po co pisać świadectwo, jak dopiero zaczyna się doświadczać?. Okazało się, że można.

Sama choroba nie daje się we znaki, ale to konieczne leczenie tego schorzenia jest niesamowicie uciążliwe. Polega ono na chemioterapii i masie innych środków (w tabletkach i zastrzykach). Teraz jest początek lutego, a po za tym na tę chwilę moja odporność spadła i podlegam tak zwanej izolatce ochronnej. Leżę w swojej sali sama i nie mogę wychodzić poza jej próg. Jeśli ktoś do mnie wchodzi to po raz: musi być w 100% zdrowy, a po dwa: może to być tylko najbliższa rodzina (mama i tata), poza tym lekarze i pielęgniarki. Oczywiście wszyscy w maskach i fartuchach. Mam tu duże okno. Za nim widzę teren szpitala, mały fragmencik. Jest tarasik, ale teraz jest zimno i ta odporność.

Pewnego wieczoru leżałam na łóżku i myślałam. Patrzyłam na zdjęcie swego psa, który czeka na mnie w domu. Pomyślałam jak wiele radości wnosi on na co dzień do mojego życia. Przecież pomyślałam tylko o psie, który po prostu cieszy się na mój widok. To tylko pies, a ja zauważyłam jak wielkie to dla mnie ma znaczenie. Wtedy pomyślałam również o innych rzeczach, o osobach, bo jeżeli dotąd nie doceniałam zwykłego zwierzaka, to jak wiele w życiu pominęłam. Moi rodzice. Wracałam co dzień ze szkoły, rozmawiałam chwilę i szłam do swego pokoju. Wieczorem zazwyczaj siedzieliśmy przed telewizorem. Czego brak? Miłości. Powinniśmy razem usiąść, pomodlić się, porozmawiać o sobie, wyznać jak siebie nawzajem kochamy. Teraz leżę tu i oddałabym wszystko, żeby spędzić z nimi wieczór, dzień.

Musimy doceniać!!! Moja starsza siostra. Prawie nigdy nie dziękowałam jej, tak naprawdę nigdy, że śpiewa i gra ze mną, rozmawia, śmieje się. Nie dziękujemy za codzienne sprawy, ani Bogu, ani ludziom, a tak naprawdę dzięki nim nasze życie ma sens. Przyjaciele, znajomi. Spędzasz z nimi czas, a czy doceniasz te chwile? Czy dziękujesz za nie Panu? To zabrzmi staroświecko i prosto: „Dopiero jak coś tracisz to, to doceniasz”. Owszem twoja babcia zapewne tak mówi, ale ja nikomu nie życzę, by się o tym przekonał. Ja się przekonałam, cały czas się przekonuję podczas tej choroby. Gdy pomyślę, że mogłabym teraz spacerować i dziękować Bogu za niebo, za powietrze, którym oddycham. Teraz mogę Mu dziękować za szpitalną duchotę, ale i za nią dziękuję, bo to naprawdę dużo. Czy dziś wychodząc z domu zauważyłeś ile darów i łask już ci zesłał Bóg? Założę się, że nie. Tak zmierzam do tego, że to drzewo, którego możesz dotknąć w drodze do domu, szkoły czy pracy to niesamowity dar. To, że możesz przełykać i jeść to dar. Nie zawsze można i kiedyś może być za późno żeby potem żałować, że się tym nie zdążyłeś nacieszyć.

Szukaj miłości!!! Ona jest wszędzie! Na 100%! Wystarczy, że spojrzysz w oczy własnej mamusi i tam jest miłość! W biszkopcie babci jest miłość! W dziadku! W psie! Zastanów się jak wiele musisz jeszcze docenić. Jak wiele Bóg już Ci dał i jak wiele ma Ci jeszcze do dania! Ty to tylko w końcu doceń! A najważniejsze jest to, że każdy człowiek na Twojej drodze życiowej to łaska. Ten, który pomoże Tobie i ten, któremu pomożesz Ty. Ten, który się modli za Ciebie i ten za którego się modlisz Ty. Szczególnie ci ludzie, którzy postępują niewłaściwie – Oni Cię uświęcają. Musisz im pomagać i musisz za nich dziękować, bo to oni kierują Cię do świętości.

Nie napisałam świadectwa jak się można było spodziewać o niesamowitym cudzie uzdrowienia z białaczki. Ale Pan uzdrowił spojrzenie mojego serca i teraz potrafię dziękować za każdy najmniejszy szczegół mojego życia. To, że mogę usiąść, mogę wstać i iść, bo to też często się stać nie może.

Wierzę w to, że Bóg może mnie z tej choroby uzdrowić, szybciej niż przewidywane leczenie, ale jeżeli On zechce to leczenie będzie przebiegało powoli albo wyzdrowienie nie nastąpi. Nie jest to choroba niewyleczalna, ale wiem, że cokolwiek Pan zrobi z moim życiem, będzie ono świadectwem wiary i miłości. Jestem przekonana, że czy ozdrowieję, czy umrę, moje życie będzie dowodem na to, że musimy szybko nauczyć się patrzeć przed siebie z miłością do wszystkich i wszystkiego czym Bóg nas obdarza i doceniać każdą chwilę prowadzącą nas do zbawienia.

Jeśli umrę to będę świadectwem mojej rodziny, która będzie musiała pokazać, że to doceniają, doceniają moje cierpienie, poświęcenie. Będą mogli pokazać, że umieją patrzeć i wtedy każdy będzie miał szansę nauczyć się doceniać i widzieć.
Ula